df-niezalezne

 Doradcy Finansowi niezależni tylko pozornie
 
W wyborze banku najczęściej pomagają nam lub – jak kto woli – wyręczają nas doradcy finansowi. To oni podpowiadają, w którym banku najbardziej będzie opłacało się wziąć kredyt lub w jaki produkt finansowy zainwestować, by zyskać więcej niż na zwykłej bankowej lokacie. To im powierzamy informacje dotyczące naszych pensji i wielkości majątku, wierząc, że skutecznie nam doradzą. Doradcy pomogą nam dobrać produkt odpowiedni do naszych możliwości finansowych. Ułatwią załatwienie formalności i wyjaśnią wątpliwości. Bez opłat, bez prowizji. Pomogą. Pytanie – komu: nam czy instytucjom finansowym, które za nimi stoją?

W czasach spadku koniunktury i wciąż restrykcyjnej polityki kredytowej banków coraz więcej osób decyduje się na skorzystanie z porady profesjonalnego doradcy finansowego. Przekłada się to na wyniki sprzedażowe Związku Firm Doradztwa Finansowego, który zakończył III kwartał 2012 r. z małym wzrostem. Dziewięć firm członkowskich sprzedało kredyty hipoteczne o łącznej wartości 3,61 mld zł, czyli o 55,76 mln zł więcej niż jeszcze w II kwartale. Osiem firm członkowskich, na czele m.in. z Open Finance czy Expanderem, sprzedało także produkty inwestycyjne za kwotę 1,54 mld zł – tak brzmi oficjalny komunikat Związku Firm Doradztwa Finansowego.

Nie ma co ukrywać – osoba nieobeznana z bankową machiną, starając się o kredyt czy szukając najatrakcyjniejszego sposobu inwestowania, woli iść do doradcy finansowego, który – jak sama nazwa wskazuje – ma doradzić w wyborze najlepszej oferty. W rzeczywistości wygląda to niestety nieco inaczej. Okazuje się bowiem, że doradcy, często reklamujący się jako „niezależni”, tak naprawdę z doradzaniem i niezależnością mają niewiele wspólnego. Bardzo często kapitałowo powiązani są z instytucją finansową, a jeśli nie kapitałowo, to finansowo, bo dostają prowizję od banku czy firmy ubezpieczeniowej, którym – mówiąc kolokwialnie – „załatwią” klienta.

Cały artykuł dostępny tutaj: http://www.bankier.pl/wiadomosc/Doradcy-finansowi-niezalezni-tylko-pozornie-2767534.html


ile-zarabia-df

Ile zarabia na Tobie Doradca Finansowy? I czy można mu zaufać?

Ty bierzesz kredyt na 300 000 zł a on zarabia jednorazowo, np. od 4000 zł do 12 000 zł. Tym więcej im bardziej dasz się „wkręcić”.

Kim są doradcy finansowi? Czy płaci im bank czy interesant? Na czym taki doradca zarabia? Czy mogę zaufać doradcy kredytowemu? Co sądzisz o Open Finance, Expanderze i innych…? Co sądzisz o produkcie inwestycyjnym XYZ zaproponowanym przez doradcę? – te pytania przewijają się w Waszych mailach. Nie odpowiem na wszystkie, ale pokażę ile może zarobić doradca kredytowy i dlaczego ma on sprzeczne interesy z naszymi.

Dla jasności: nie wszyscy doradcy są z założenia źli. Jest wielu dobrych. Niemniej jednak należy mieć się na baczności i zachować potrójną ostrożność, bo „czarne owce” czyhają na nasze pieniądze. Model wynagradzania doradców finansowych w Polsce powoduje, że w zawodzie tym dochodzi do wielu nadużyć. Dowodów na to nie brakuje. Niestety.

Mam nadzieję, że po lekturze tego artykułu przynajmniej część z Was dłużej zastanowi się nad tym komu powierzacie swoje pieniądze – te wcześniej zarobione (oszczędności) lub te, które dopiero planujecie zarobić (kredyty).

Co różni Doradcę Finansowego od kelnera?

Gdy w restauracji kelner “olewa” klienta, to klient może się “zemścić” nie dając napiwku. I kelnera to boli, bo większość jego przychodów to właśnie napiwki. Ale gdy to doradca finansowy robi nas w konia, to najczęściej nawet o tym nie wiemy. A gdy się dowiemy, to i tak mamy zerowe przełożenie na to ile wynosić będzie jego wynagrodzenie.

Jeśli nie zrezygnujemy z “wykupienia” produktu finansowego u danego doradcy – to i tak zainkasuje on okrągłą prowizję za “pozyskanie nowego klienta”. Ten proceder trwa dzień w dzień, a im chętniej dajemy się “strzyc”, tym bardziej bezczelni są tzw. doradcy. Obiektywnie mówiąc to nie tylko ich wina – ich szefowie śrubują im plany sprzedażowe, co powoduje, że po prostu muszą “wyrobić normę”. I to prowadzi do dewiacji. Także takich, jak po prostu oszukiwanie klientów, o czym szczegółowo możecie przeczytać np. w tym raporcie Rzecznika Ubezpieczonych.

Jeśli nie lubisz czytać długich artykułów, to zapamiętaj sobie tylko jedno: doradca finansowy nie jest Twoim przyjacielem i rzadko kiedy działa wyłącznie na Twoją korzyść. Bez względu na to kim jest (bankowy, pracujący u pośrednika, działający niezależnie) – działa przede wszystkim we własnym interesie. Zdarzają się oczywiście doradcy, którym zależy na zadowoleniu klienta i liczą na jego rekomendację. Ale i w tym przypadku doskonale sprawdza się powiedzenie “Kontrola najwyższą formą zaufania”. Twoja w tym głowa, żeby weryfikować to co proponuje Ci doradca. Gra idzie o Twoje pieniądze.

Kim jest Doradca Finansowy?

O tym jaka jest różnica między doradcą inwestycyjnym i doradcą finansowym lub kredytowym, mówiłem już w 14-tym odcinku podcastu. Dzieli ich przepaść. “Doradca inwestycyjny” to osoba, która musi zdać konkretne egzaminy i opanować bardzo szeroką wiedzę z dziedziny finansów. Takich osób jest obecnie zaledwie 539 w Polsce. Jest to zawód licencjonowany i regulowany, i większość z nas nigdy nie będzie miała szansy bezpośrednio korzystać z porad prawdziwego doradcy inwestycyjnego.

A doradcą finansowym lub kredytowym może okrzyknąć się każdy. I nic mu za to nie grozi. Nie musi mieć wiedzy ani doświadczenia. Nie musi nawet umieć liczyć – to zrobi za niego szablon w Excelu. Wystarczy, że “zahaczy się” gdzieś, gdzie będą mu skłonni płacić prowizję za pozyskiwanie klientów. Taki doradca to i tak “orzeł”, bo potrafi przynajmniej przyprowadzić klientów i zazwyczaj musi się starać o kolejnych. Gorzej pod tym względem jest w tych instytucjach, gdzie klient sam “pcha się” w ręce doradcy, np. u pośredników typu Open Finance lub Expander.

Cały artykuł dostępny tutaj: http://jakoszczedzacpieniadze.pl/ile-zarabia-doradca-kredytowy

 

 

df-wykres

Ludzie i pieniądze: Polski rynek doradztwa finansowego. Dokąd zmierzamy?

Polski rynek doradztwa finansowego reprezentują różne typy instytucji finansowych: od banków przez biura maklerskie, towarzystwa funduszy inwestycyjnych, niezależnych doradców finansowych, po tzw. multiagencje i pośredników finansowych.

Mariola Szymańska-Koszczyc
Jacek Więcek

W niniejszej prezentacji skoncentrujemy się na analizie polskiego rynku doradztwa finansowego dla osób fizycznych.

Pokaźne zasoby

Według danych Analizy Online w 2007 r. skala wolnych środków gospodarstw domowych w Polsce oceniana była na ponad 700 mld zł, co stanowiło około 60 proc. PKB naszego kraju. Oznacza to, że ta część społeczeństwa, która ma oszczędności (wg statystyk około 40 proc.), zgromadziła na rachunkach oszczędnościowych, w depozytach, bonach skarbowych, obligacjach, funduszach inwestycyjnych, instytucjach asset management, produktach strukturyzowanych itp. pokaźne pieniądze. Tę pulę zasila jeszcze gotówka krążącą w obiegu pozabankowym, aktywa zarządzane przez fundusze emerytalne oraz środki pieniężne ulokowane w ubezpieczeniowych funduszach kapitałowych. Na koniec czerwca br. oszczędności osiągnęły 728,5 mld zł.

Instytucje zajmujące się doradztwem finansowym oferują klientom szeroki wybór produktów krajowych i zagranicznych z różnych segmentów rynku: oszczędnościowe, inwestycyjne, ubezpieczeniowe, emerytalne. Dają dostęp do szerokiego spektrum ryzyka, horyzontu czasowego inwestycji oraz oczekiwanej stopy zwrotu. Wciąż jednak z rzadka, ale tworzą również zoptymalizowane rozwiązanie finansowe, realizujące wszystkie podstawowe potrzeby finansowe klienta.

A jak wygląda rynek od strony tzw. modeli biznesowych? Większość banków posiada w swoich strukturach departamenty bankowości personalnej i/lub prywatnej, które świadczą usługi doradcze osobom fizycznym o różnym poziomie zamożności. Część z tych instytucji oferuje jedynie produkty własne (architektura zamknięta), a część zdecydowała się na udostępnienie produktów tzw. dostawców zewnętrznych (architektura otwarta). Za najbardziej rozwiniętą formę doradztwa finansowego w grupach bankowych należy uznać instytucje zarządzania aktywami, tzw. wealth managementi biura maklerskie. Oferta ta jest jednak skierowana do najbogatszych klientów, a doradztwo finansowe przyjmuje formę wyrafinowanych strategii inwestycyjnych, optymalizacji podatkowej i finansowania projektów inwestycyjnych.

 

wykres-2-df

Liczy się profesjonalista

Prawdopodobnie zalążkiem polskiego rynku doradztwa finansowego były biura maklerskie oraz pierwsze struktury private banking zorganizowane w BRE Banku oraz Banku Handlowym w połowie lat 90. Stopniowo dołączały do nich kolejne banki działające w Polsce. Początkowa koncepcja doradztwa opierała się na skierowaniu oferty do klientów zamożnych, otoczeniu ich opieką przez indywidualnego doradcę oraz skomponowaniu palety produktów depozytowych, skarbowych i obligacyjnych. Ochrona kapitału była kluczowym celem oferty, choć na młodym polskim rynku pojawiali się klienci zainteresowani wyłącznie szybkim pomnażaniem majątku. W miarę upływu czasu podejście ewoluowało, a na rynek zaczęli wchodzić mniej lub bardziej niezależni doradcy finansowi, tacy jak Expander, Open Finance, Xelion, ostatnio Finamo, etc. Większość z nich (z wyjątkiem Xeliona) koncentrowała się przez długi czas na sprzedaży kredytów, pozostawiając inne produkty i szersze doradztwo na marginesie swojej oferty.

Na jakość doradztwa finansowego wpływa wiele czynników: oferta produktowa, model biznesowy, koncepcja obsługi klienta, dostępne narzędzia pracy. Niewątpliwie jednak o standardzie usługi dla klienta przesądza profesjonalista, udzielający porady i tworzący rozwiązanie finansowe, dopasowane do jego profilu. Wydarzenia 2009 r. i poprzedniego obnażyły słabości zarówno po stronie organizacji i procesów, jak i pracujących w nich doradców. Doradztwo jest działalnością opartą na człowieku i jego wiedzy. Żaden, nawet najbardziej uporządkowany proces, żadna technologia, żaden system motywacyjny nie zastąpią kwalifikacji, zaangażowania i etyki, choć oczywiście mogą je wydatnie wspomóc. Mimo że część krytyki, często wręcz oskarżeń, tworzona była w atmosferze poszukiwania winnego za spadającą wartość inwestycji, wielu doradców na łamach mediów przyznało się do złych praktyk, prywaty i chciwości. Z tej lekcji trzeba wyciągnąć wnioski. Polski rynek doradztwa finansowego oferuje bardzo duże możliwości. Możemy pochwalić się pokaźną liczbą instytucji finansowych oraz bogatą ofertą produktów. Problem jednak w tym, że poziom edukacji finansowej klientów jest niestety niewielki, a sposób pracy doradców finansowych nie zawsze spełnia najwyższe standardy. Brakuje wnikliwej i rzetelnej analizy potrzeb, umiejętności szacowania potencjału finansowego, struktury zobowiązań oraz często ukrytych, istotnych potrzeb klientów, takich jak ochrona zdrowia, ubezpieczenia czy zabezpieczenie emerytalne. Jednocześnie, jak przedstawiły ostatnie badania Fundacji Kronenberga (Fundacja Kronenberga przy Citi Handlowy, sierpień 2009), 80 proc. badanych nie kontroluje systematycznie domowego budżetu, ponad 60 proc. nie potrafi obliczyć rentowności lokaty bankowej, a połowa badanych nie robi nic, żeby mieć wyższe dochody na emeryturze. Elementarny proces zarządzania finansami osobistymi jest rzadkością, podobnie jak wciąż sporadycznie możemy doświadczyć profesjonalnego planowania finansowego przez doradcę.

Doradca swoistym nauczycielem

Poniesione przez klientów w ciągu ostatnich 18 miesięcy rzeczywiste straty lub drastyczne spadki wartości aktywów stawiają pytanie o receptę na zapobieganie w przyszłości podobnym sytuacjom. Kryzysy w cyklu koniunkturalnym są nieuniknione, ale wielu przypadków przeceny czy straty pokaźnego majątku można było uniknąć. Nie można np. osobie w wieku przedemerytalnym z problemami zdrowotnymi proponować inwestycji wszystkich oszczędności w zamknięty wieloletni produkt o wątpliwej rentowności. W przeciwnym wypadku nadal artykuły na temat doradztwa finansowego będą nosić tytuł: „Jak ograbić biednych i rozdać bogatym?” („Der Spiegel” 16.02.2009). Należy znaleźć metody na wyeliminowanie „7 grzechów głównych świata finansów”, ujawnionych niedawno przez „L’Express”: buta, chciwość, krótkowzroczność, zakłamanie, zaślepienie, ignorancja, lekkomyślność.

Jak pokazują doświadczenia rynków wysoko rozwiniętych, jednym z dobrych rozwiązań profesjonalizujących usługi doradcze jest certyfikowanie doradców. Należy podkreślić, że certyfikacja może wynikać z regulacji nadzorczej. Może być także inicjatywą czysto rynkową, uznającą, że budowanie transparentności kwalifikacji i wymaganie wzorcowych praktyk postępowania kształtuje zaufanie klientów i tym samym rozwija rynek i służy biznesowi. Profesjonalny certyfikat jest dobrze opisany. Klient, doradca, pracodawca i nadzorca wiedzą, jakie kwalifikacje musiał potwierdzić posiadacz takiego dokumentu, aby go uzyskać. Metoda weryfikacji osiągniętego poziomu zawodowego gwarantuje rzetelność oceny. Zdobycie certyfikatu staje się jednocześnie trwałym zobowiązaniem do przestrzegania kodeksu etyki oraz stałego rozwoju zawodowego w celu podtrzymania osiągniętych kwalifikacji. W ten sposób tworzy się nowa jakość środowiska zawodowego, która sprzyja zachowaniom etycznym i odrzuceniu szkodliwych, nastawionych na szybki zysk praktyk. Osobista porada doradcy wynika z analizy potrzeb klienta, opiera się na diagnozie profilu ryzyka i identyfikacji etapu życia. Nastawiona jest na rozwijanie długotrwałej współpracy, maksymalizującej możliwości zrealizowania wszystkich ważnych celów finansowych klienta, zgodnie z przyjętym horyzontem czasowym. Temu towarzyszy wynagrodzenie, adekwatne do skali i złożoności świadczonych usług. Warto w tym miejscu podkreślić, że nie opisujemy rozwiązań o charakterze życzeniowym czy przyszłościowym: certyfikacja taka jest już dostępna w Polsce (Europejski Doradca Finansowy €FA, Fundacja na rzecz Standardów Doradztwa Finansowego, www.efpa.pl).

Rola doradcy finansowego jest ważną społecznie i gospodarczo funkcją. W Polsce, na obecnym etapie rozwoju stanowi niezbędny element budowania nowoczesnej kultury finansowej obywateli, podnoszenia zasobności majątkowej i tworzenia dalszych perspektyw rozwojowych Polaków. Sławomir Sikora, prezesa Citi Handlowy, w zainicjowanej przez siebie dyskusji na temat narodowej strategii edukacji finansowej stwierdza: „Globalny kryzys finansowy obnażył niski stan wiedzy ekonomicznej wielu ludzi w Polsce. (…) W najlepszym interesie banku jest posiadanie świadomego i wyedukowanego klienta. (…) Edukacja finansowa przyczynia się do zachowania stabilności systemu finansowego. (…) Edukacja finansowa wpływa na skrócenie drogi do dobrobytu”. Do tego fundamentalnie słusznego i – należy wierzyć – przełomowego apelu o uruchomienie różnorodnych działań na rzecz kształcenia finansowego obywateli dołączamy apel o przygotowanie doradców finansowych do wypełniania tej priorytetowej roli. W naszym przekonaniu, w perspektywie kilkuletniej, dopóki polski system edukacji nie włączy finansów osobistych do programów nauczania, to certyfikowani doradcy finansowi powinni być pierwszymi, osobistymi nauczycielami finansów dla klientów. Bez podstawowej wiedzy finansowej obywateli i profesjonalnego doradztwa trudno nam będzie szybko dołączyć do czołówki państw UE i odrobić czas, który bezpowrotnie – choć nie z własnej winy – straciliśmy. Ta szansa jest w naszych rękach.

Warszawski Instytut Bankowości
Fundacja na rzecz Standardów Doradztwa Finansowego

Źródło: http://alebank.pl/polski-rynek-doradztwa-finansowego-dokd-zmierzamy/

 

 

polski-rynek-df

Polski rynek doradztwa finansowego na tle największych rynków europejskich

Rynek prawdziwego, niezależnego i rzetelnego doradztwa finansowego, rozumianego jako ochrona majątku konsumentów poprzez długoterminowe planowanie jego finansów, znajduje się w inicjalnej fazie rozwoju.

Świadczyć o tym mogą relatywnie niedawne wpisanie zawodu doradcy finansowego na listę zawodów w Polsce (2010 r.), brak bezpośrednich regulacji prawnych odnoszących się do wymagań, standardów obsługi i odpowiedzialności doradców finansowych, brak nadzoru organu państwowego nad tym rynkiem, brak zakazu stosowania określenia doradca finansowy dla osób fizycznych i podmiotów, które nie spełniają standardu zawodowego dla tego zawodu, niedawno opracowanego i przyjętego (2013 r.), a także brak obowiązku stosowania tego standardu dla podmiotów wykonujących czynności doradcze.

Plany finansowe

Świadczy o tym również relatywnie niska liczba sporządzanych planów finansowych w ujęciu rocznym – ok. 10 tys. sztuk, co jest kroplą w morzu potrzeb. Regulacje europejskie już wdrożone i te w trakcie wdrażania bądź planowane wprowadzają doradztwo finansowe (zależne, niezależne) jako usługę odrębną lub powiązaną ze sprzedażą usług finansowych w obszarze doradztwa inwestycyjnego (dyrektywa w sprawie rynku instrumentów finansowych, MIFIDII), doradztwa ubezpieczeniowego (dyrektywa w sprawie pośrednictwa ubezpieczeniowego, IMD2) i doradztwa kredytowego hipotecznego (dyrektywa hipoteczna MCD). W myśl tych przepisów doradztwo zależne występuje przy analizie niepełnej oferty, w szczególności podmiotów z grupy kapitałowej doradcy finansowego, a doradztwo niezależne rozpoczyna się od analizy większości ofert na rynku i doboru produktów finansowych dla realizacji celów finansowych określonych w planie finansowym, poprzez uświadomienie konsumentowi, kto i ile płaci doradcy za jego usługi, aż po zakaz pobierania honorarium (prowizji) od instytucji finansowych przez doradców finansowych.

Doradcy finansowi w Wielkiej Brytanii

W ostatnim czasie w Wielkiej Brytanii, gdzie jest najstarszy rynek doradztwa finansowego przeniesiony z ojczyzny zawodu – Stanów Zjednoczonych, który powstał na przełomie lat 60. i 70. XX w. i rozwijający się od 1986 r. (powstał wówczas The Institute of Financial Planning), poddany nadzorowi ze strony organu nadzoru finansowego FSA (Financial Service Authority), a po reformie nadzoru finansowego od 1 kwietnia 2013 r. ze strony FCA (Financial Conduct Authority), znacząco zaostrzono przepisy prawne dotyczące doradców finansowych, w tym doradców inwestycyjnych.

W ramach reformy detalicznego rynku usług finansowych RDR (Retail Distribution Review) zakazano doradcom finansowym pobierania wynagrodzenia od instytucji finansowej przy sprzedaży produktów inwestycyjnych, ponadto wprowadzono wymóg posiadania odpowiednich kwalifikacji do wykonywania zawodu (od 2012 r. na poziomie QCF 3, a od 2013 r. na poziomie QCF 4), posiadania i odnawiania świadectwa SPS (Statements of Professional Standing) przez 5 organizacji akredytujących (AB, Accredited Bodies), zachowania adekwatności kapitałowej na odpowiednim poziomie, ciągłego kształcenia CDP (Continuing Professional Development) oraz wprowadzono transparentność relacji doradca-klient poprzez jasne określenie, czy podmiot świadczący usługi finansowe jest pośrednikiem (restricted) czy doradcą (independent). Wprowadzenie tak rygorystycznych przepisów doprowadziło do zmniejszenia liczby doradców finansowych w Wielkiej Brytanii z poziomu ponad 40 tys. w końcu 2011 r. do poziomu ponad 31 tys. zł w końcu 2012 r., a następnie ich stabilizacji na tym poziomie aż do 2014 r. Zmieniła się również struktura wynagradzania doradców finansowych.

Sytuacja w Niemczech

Po Wielkiej Brytanii kolejne dwa rynki najbardziej rozwinięte pod względem doradztwa finansowego to Niemcy i Holandia. Jak wynika ze statystyk Europejskiej Federacji Pośredników i Doradców Finansowych FECIF, w Niemczech jest najwięcej pośredników i doradców finansowych – ok. 300 tys. osób, a dużą rolę odgrywają firmy rodzinne. W 1998 r. utworzono Europejską Akademię Planowania Finansowego (EAFP, Europäische Akademie für Finanzplanung), a w 2000 r. Europejską Federację Doradców Finansowych (European Federation of Financial Professionals, EFFP) w Bad Homburg certyfikującą doradców finansowych zgodnie ze standardami EFFP. Nadzór nad rynkiem sprawuje The Association of German Chambers of Commerce and Industry (Deutscher Industrie- und Handelskammertag, DIHK). Od 1 sierpnia 2014 r. weszła w życie Ustawa o honoraryjnym doradztwie przy inwestycjach kapitałowych, która wprowadziła nową kategorię doradców finansowych opłacanych wyłącznie przez klientów (Honorar-Finanzanlagenberater).

Rynek w Holandii

W przypadku Holandii w 2000 r. powstaje European Financial Planning Association (EFPA Europe) odpowiedzialna za kształcenie i certyfikację doradców finansowych, głównie bankowych. Nadzór nad rynkiem sprawuje The Netherlands Authority for the Financial Markets (AFM). W 2013 r. wprowadzono zakaz pobierania prowizji od instytucji finansowych (inwestycje, produkty ochronne, kredyty hipoteczne), co sprawiło, że liczba doradców zmniejszyła się o 20 proc., ale wzrosła liczba elektronicznych platform doradztwa finansowego. Odzwierciedla to pewien trend regulacyjny, związany z zakazem pobierania prowizji od instytucji finansowych, zidentyfikowany również w Wielkiej Brytanii i Niemczech i rodzącą się świadomość, że w pełni niezależne doradztwo finansowe może być wtedy, gdy jest opłacane przez klienta, a nie instytucję finansową w formie prowizji za sprzedaż.

A Polska?

Obserwowane w Polsce ruchy oddolne środowiska niezależnych doradców finansowych przejawiające się w samoregulacji, dobrowolnej certyfikacji według standardów EFFP lub EFPA i zrzeszaniu się doradców finansowych na rzecz reprezentowania interesów swojego środowiska, należy uznać za niewystarczające. Bez wsparcia instytucjonalno-prawnego tych procesów na wzór rynków bardziej rozwiniętych (Wielka Brytania, Niemcy, Holandia) nie będzie możliwy dalszy rozwój rynku doradztwa finansowego w Polsce. Do podstawowych barier rozwoju rynku doradztwa finansowego w Polsce można zaliczyć relatywnie niski odsetek osób oszczędzających (40 proc.) i planujących swoje finanse osobiste, niską świadomość ekonomiczno-finansową społeczeństwa, niskie zaufanie do zawodu doradcy finansowego wynikające z jednej strony z braku ochrony prawnej zawodu, braku jego regulacji i nadzoru ze strony organu państwowego, a z drugiej – z negatywnych doświadczeń osób korzystających z usług pseudodoradców (np.: kredyty walutowe, długoterminowe polisy oszczędnościowo-inwestycyjne, wprowadzanie klienta w błąd, misselling).

Ponadto za istotną barierę w rozwoju rynku doradztwa finansowego należy uznać również niechęć do płacenia przez klientów za usługi doradcze i oczekiwanie, że będą one dla klienta za darmo, a doradca rozliczy się z instytucją finansową w formie prowizji. W takim przypadku istnieje oczywisty konflikt interesów między doradcą a klientem. Dopóki splot niekorzystnych czynników i barier w rozwoju doradztwa finansowego będziemy obserwować w Polsce, dopóty rynek doradztwa finansowego w Polsce nie będzie funkcjonował tak jak w najbardziej rozwiniętych pod tym względem krajach europejskich.

Franciszek Zięba jest prezesem Zarządu Europejskiej Federacji Doradców Finansowych EFFP Polska i Europejskiej Akademii Planowania Finansowego
Krzysztof Waliszewski jest adiunktem w Katedrze Pieniądza i Bankowości, Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu

Źródło: http://archiwum.gf24.pl/polski-rynek-doradztwa-finansowego-na-tle-najwiekszych-rynkow-europejskich/

 

df-frank

Sprawiedliwość po franku

Pomoc dla osób, które zaciągnęły kredyt we frankach szwajcarskich, stanowiła jeden z kluczowych elementów kampanii wyborczej obecnego prezydenta, Andrzeja Dudy. W czasie minionej kadencji Sejmu także rządząca koalicja Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego obiecywała, że przygotuje kompaktowy pakiet pomocowy dla frankowiczów.

Nowy prezydencki projekt ustawy o pomocy dla frankowiczów zakłada spłatę rat po „sprawiedliwym kursie”. Co tak naprawdę kryje się za tym wyrażeniem? Pomoc dla osób, które zaciągnęły kredyt we frankach szwajcarskich, stanowiła jeden z kluczowych elementów kampanii wyborczej obecnego prezydenta, Andrzeja Dudy. W czasie minionej kadencji także Sejmu rządząca koalicja Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego obiecywała, że przygotuje kompaktowy pakiet pomocowy dla frankowiczów, lecz gdy przedstawiła swój projekt przewidujący, by koszty przewalutowania kredytów wzięły na siebie solidarnie po połowie banki i kredytobiorcy, spotkała się z nieprzychylnym stanowiskiem środowisk reprezentujących zadłużone osoby. Choć w oczach niektórych ekspertów ustawa PO-PSL wydawała się bardzo hojna wobec frankowiczów, ostatecznie nie doprowadzono do jej uchwalenia. W zamian Sejm uchwalił jedynie powołanie do życia Funduszu Wsparcia Kredytobiorców, który stanowi rodzaj kasy wspomagającej dłużników znajdujących się w złej sytuacji finansowej – jego start zaplanowano na 18 lutego.

Kukułcze jajo

Ciężko się oprzeć wrażeniu, że poprzednia ekipa rządząca, jak gdyby przeczuwając ogromne koszty ustawy, która w pełni usatysfakcjonowałaby osoby zadłużone we frankach szwajcarskich, świadomie pozostawiła ciężar jej uchwalenia politykom Prawa i Sprawiedliwości. Kancelaria prezydenta Dudy już od wielu tygodni pracowała nad nowym dokumentem, lecz wobec ciągłego osłabiania się złotówki w stosunku do najważniejszych walut (w tym franka), jej działania wyraźnie przyspieszyły. Pracownicy Kancelarii przedstawili podstawowe założenia nowej ustawy, która jest najkorzystniejsza dla frankowiczów ze wszystkich dotychczasowych ustaw, lecz jednocześnie jej koszt wycenia się na ok. 40 mld złotych.

Przedstawiciele prezydenta przekonują, że koszty te poniesie w 90 proc. sektor bankowy, co wywołało już niemałą burzę w środowisku finansowym. Prawo i Sprawiedliwość, które kreuje się na obrońcę Polaków przed wielkim, zagranicznym kapitałem, konsekwentnie podąża więc ścieżką tej samej polityki, którą zamierza stosować wobec sklepów wielkopowierzchniowych czy też wielkich korporacji.

Projekt prezydencki zakłada, że kredyty zaciągnięte we frankach będą mogły być zrestrukturyzowane na 3 sposoby. Pierwszy z nich przewiduje, że bank będzie mógł dobrowolnie zrestrukturyzować (przewalutować) kredyt tak, iż klient będzie płacił raty po „sprawiedliwym”, niższym kursie. Drugi sposób, przewidywany na wypadek odmowy wykonania przez bank procedury dobrowolnej restrukturyzacji będzie polegał na zmuszeniu banku do odpowiedniej aneksacji umowy. I wreszcie, zadłużeni uzyskają odtąd możliwość sprzedania całej nieruchomości w zamian za anulowanie długu.

Oszukani?

Niedawno minął rok, od kiedy 15 stycznia 2015 r. szwajcarski bank centralny ogłosił, że nie będzie utrzymywać sztywnego kursu franka wobec euro. Z dnia na dzień kurs szwajcarskiej waluty poszybował do góry, a wraz z nim raty kredytów. Szacuje się, że w Polsce zaciągnięto łącznie ok. 600 tys. kredytów, co oznacza, że co najmniej dla kilku milionów Polaków płynny kurs franka wobec złotówki stworzył zupełnie nową sytuację, w której poważnie wzrosły koszty, jakie domowe i firmowe budżety muszą ponosić na spłatę odsetek.

Wbrew wielkiemu poruszeniu w mediach, spłacalność kredytów we frankach jest nadal wysoka i zaledwie 2,6 proc. zadłużonych nie spłaca na czas należności. Frankowicze są jednak bardzo liczną grupą społeczną, co w warunkach demokratycznych sprawia, iż o ich interesy i pomyślność zabiegać muszą politycy walczący o ich głosy. Prace nad kolejnymi ustawami o pomocy polegały tak naprawdę na wielkiej licytacji o to, kto przeznaczy więcej na rzecz licznej grupy społecznej, która w medialnej narracji zyskała miano „poszkodowanych”. Czy jednak naprawdę poszkodowanych?

Szczyt okresu, w którym Polacy zaciągali kredyty we frankach, przypadł na lata 2004-2008, kiedy to świat znajdował się w fazie sztucznego gospodarczego boomu wywołanego przez nieodpowiedzialną politykę finansową amerykańskiego banku centralnego (Rezerwy Federalnej). W Stanach Zjednoczonych udzielano wówczas kredytó hipotecznych na zakup nieruchomości osobom, których zarobki nie pozwoliłyby nigdy spłacić nawet połowy kredytu. Karnawał nadmiernej płynności przeniósł się także na polski grunt, gdzie wzrosło zainteresowanie kredytami hipotecznymi m.in. we frankach.

Według wielu frankowiczów oraz obrońców ich interesów, umowy kredytowe podpisywane z bankami od początku były niewłaściwe, podpisywane w pośpiechu, czy też bez udzielenia dostatecznych informacji o ryzyku zmiany kursu. Jednak tak długo, jak kurs franka wobec euro był stabilny, a złotówka trzymała się zasadniczo na stałym poziomie, kredyty we frankach nie stanowiły wielkiego społecznego problemu. Ten pojawił się dopiero w momencie, gdy raty kredytu nagle wzrosły. Wówczas dopiero okazało się, że umowy zawierane z bankami stanowiły rodzaj cynicznego cyrografu podsuwanego niewinnym przez złowrogie instytucje finansowe.

Jak przekonuje ekspert Instytutu Misesa, Jan Lewiński, bez względu na skutki płynnego kursu franka, ustawa pomocowa narusza istotne zasady funkcjonowania gospodarki wolnorynkowej oraz praworządności: „Projekt przewalutowania kredytów oznacza bowiem przymusową ingerencję w zawarte wcześniej dobrowolne umowy między bankami a kredytobiorcami. Tego rodzaju manipulacje, to nic innego jak złamanie zasady niedziałania prawa wstecz”. Lewiński wskazuje, iż bardziej rozsądną formą pomocy dla faktycznie poszkodowanych byłoby zapewnienie pomocy prawnej „To nie oznacza, że naprawdę skrzywdzonym frankowiczom nie można byłoby pomóc w sposób respektujący prawo i powszechnie przyjęte normy społeczne, takie jak dotrzymywanie raz zawartych umów. Jeśli bowiem rzeczywiście umowy o kredyty we frankach zostały zawarte w sposób niezgodny z prawem, a przedstawiciele banków faktycznie w pewnych przypadkach oszukiwali swoich klientów, to, zamiast zmieniać umowy, można byłoby zaproponować rozwiązanie długofalowo stabilizujące stan prawny, uproszczając drogę dochodzenia tego rodzaju krzywd przed sądami, w ramach ugody czy przez usprawnienie działania systemu arbitrażu. Niestety, na to […] się nie zanosi”.

Banki potrzebne państwu

Projekt ustawy Kancelarii Prezydenta nie został jeszcze oszacowany pod kątem dokładnych kosztów – tym ma się zająć teraz Komisja Nadzoru Finansowego. Przeniesienie całości ciężaru na sektor bankowy wydaje się jednak niezbyt realne, gdyż w ostateczności państwo jest mocno uzależnione od kondycji banków. Państwowy dług jest wszakże nabywany przede wszystkim przez polskie banki, jeśli więc teraz przyjdzie im przyjąć na siebie koszty przewalutowania, które przy słabnącej wciąż złotówce mogą jedynie wzrosnąć, ich kondycja może ulec pewnemu osłabieniu, co siłą rzeczy odbije się także na bieżącym stanie finansów publicznych.

Z tego względu prezydencki projekt ustawy przewiduje pewne dodatkowe postanowienia mające zawęzić grono beneficjentów przewalutowania. Otóż nieoficjalnie wiadomo, że pomoc będzie przysługiwała jedynie osobom, których złą sytuację finansową potwierdzi wskaźnik DTI (ang. debt to income), ukazujący wartość zadłużenia względem zarobków netto. Wedle rozmaitych rekomendacji wskaźnik ten powinien wynosić co najwyżej 50 proc., co oznacza, że rata kredytu nie powinna przekraczać połowy wartości miesięcznych zarobków. Dokładnych ustaleń w tym zakresie jeszcze jednak nie poznaliśmy. Ponadto, prezydencki projekt, podobnie jak wcześniejsza propozycja PO, przewiduje pewne ulgi podatkowe dla banków z tytułu kosztów poniesionych na przewalutowanie. W praktyce oznaczałoby więc to, że kosztami niższych, spłacanych po „sprawiedliwym” kursie rat obciążenibyliby wszyscy podatnicy, którzy musieliby pokryć ubytki w budżecie spowodowane przez przyznane bankom, nadzwyczajne ulgi.

Osobną kwestię stanowi zresztą samo pojęcie „sprawiedliwego” kursu franka wobec złotówki, które z góry zakłada, że istnieje też kurs „niesprawiedliwy”. Propozycja prezydencka wynika niestety ze złego zrozumienia realiów rynkowych, na którym zawsze trzeba brać pod uwagę ryzyko określonych zmian. Tym bardziej, jeśli za pewnik bierze się politykę utrzymywania stałego kursu wymiany stosowaną przez polityków w innym kraju. Dla tysięcy Polaków nowe realia finansowe, z wyższą ratą kredytu, powinny się stać bolesną, ale konieczną lekcją ostrożności i gospodarności, która ogromnie ułatwiłaby uniknięcie podobnej sytuacji w przyszłości. Niestety, wszystko wskazuje na to, że zamiast tej bolesnej lekcji nauczkę dostaną wszyscy ci, którzy z przezorności nie zaciągają nigdy kredytów (w Polsce to aż 70 proc. przedsiębiorców), a których zmusi się teraz do poniesienia części kosztów przewalutowania obcych kredytów.

Projekt ustawy prezydenckiej operuje nieustannie pojęciem „sprawiedliwego” kursu, lecz kurs ten można byłoby także nazwać złośliwie kursem „kiełbasianym”, gdyż w razie wprowadzenia ustawy w życie prezydent zyska sobie dozgonną wdzięczność setek tysięcy frankowiczów, którzy zapewne wezmą pod uwagę wyświadczoną im przysługę, stojąc za kilka lat nad urną wyborczą.

Źródło:  http://archiwum.gf24.pl/sprawiedliwosc-po-franku/

df3

Ile zapłacisz Doradcy Finansowemu?

Darmowe doradztwo finansowe warte jest dokładnie tyle, ile za nie zapłaciłeś. Na to stwierdzenie natknąłem się kilka lat temu przeglądając oferty amerykańskich firm inwestycyjnych i muszę przyznać, że uderzyło mnie ono swoją trafnością. Ba, poszedłbym o krok dalej. Przykłady kredytów frankowych, czy sprzedawanych na potęgę polis inwestycyjnych, skłaniają mnie wręcz do stwierdzenia, że korzystanie z „darmowego” doradztwa finansowego często oznacza konkretne straty. Polecam Wam bardzo ciekawy artykuł, który opisuje tę ciemną stronę mocy: Szok frankowy. Wiedzieliście. Zacytuję z niego tylko jedno zdanie : „Jeśli jakiś produkt daje sprzedawcy dwukrotnie wyższą marżę niż inne, to i tak go kupisz, choćbyś bardzo nie chciał.”

 

Zawód, który zawiódł?

Nie ma co kryć, że zawód doradcy finansowego ma w Polsce złą prasę. A jeszcze kilkanaście lat temu, gdy powstawały pierwsze firmy pośrednictwa finansowego, było zupełnie inaczej. Niestety, perspektywa szybkich zysków okazała się zbyt kusząca i kredyt zaufania do tej branży został szybko roztrwoniony. A szkoda, bo moim zdaniem popyt na dobre doradztwo jest ogromny.

W artykule pt. „Doradcy finansowi, sprzedawcy, czy szarlatani?pokazałem moje subiektywne spojrzenie na branżę doradztwa finansowego. Moim zdaniem pracuje w niej ok. 5% prawdziwych doradców, 5% szarlatanów i 90% sprzedawców (od takich, którym bliżej do doradców, aż po takich, którym bliżej do szarlatanów). To oczywiście czysto subiektywne estymacje, których używam jedynie w celach ilustracyjnych. Mają one uświadomić osobom wybierającym się na spotkanie z doradcą kilka spraw:

  1. Człowiek, który obsługuje Cię w firmie finansowej, jest wynagradzany za sprzedaż produktów, a nie za doradztwo. To sprawia, że narażony jest na konflikt interesów. Bez przerwy musi stawać przed trudnym wyborem: „Polecić produkt lepszy dla klienta, czy lepszy dla własnych dzieci?” (to zdanie usłyszałem od jednej z koleżanek, która opisywała mi swoistą schizofrenię, z którą mierzy się każdego dnia pracując jako pośrednik).

  2. Agresywne plany sprzedażowe oraz systemy motywacyjne budowane są w taki sposób, aby instytucje finansowe zarobiły jak najwięcej i jak najszybciej. To oczywiście nasila ów konflikt interesów, a sprzedawcy znajdują się między młotem a kowadłem: albo narażą się klientowi, albo swojemu pracodawcy.

  3. Właśnie dlatego bez przerwy powtarzam zdanie: „Twoim najważniejszym doradcą finansowym jest człowiek, którego co rano oglądasz w lustrze”. Poradź się innych, wysłuchaj, ale decyzję podejmij na własną odpowiedzialność. To Ty będziesz żył z jej konsekwencjami, a nie Twój doradca.

Uważam, że większość osób sprzedających produkty finansowe to ludzie uczciwi, którzy dbają o klientów, starają się dobrze wykonać swoją pracę i etycznie zarobić na życie, zaś czarne owce trafiają się w każdym zawodzie. Jednak w tej konkretnej branży warunki do hodowli owieczek o czarnej wełnie wydają się być wyjątkowo sprzyjające.

 

Nie przyłączam się do nagonki.

Pomyślałem, że gdybym chciał napisać naprawdę popularny artykuł, naszpikowany komentarzami od czytelników, wystarczyłoby rozpocząć klasyczną „nawalankę” i przyłączyć się do chóru osób narzekających na zbrodnie banksterów, agentów i różnej maści pośredników finansowych. Ostatnio wydaje się to być nawet modne. Problem jednak w tym, że moim zdaniem ta cała nagonka stanowi przegięcie w drugą stronę.

Po pierwsze: wśród nośnych medialnie historii o masowo sprzedawanych szkodliwych produktach finansowych, zupełnie zapomina się o milionach tych, które sprzedane były prawidłowo. Historie o świetnie dobranych polisach na życie, które pomogły pozbierać się rodzinie po śmierci jedynego żywiciela, nie przebijają się do mediów. To samo dotyczy przypadków, w których ktoś za radą pośrednika pomnożył skutecznie oszczędności, a ktoś inny, właśnie dzięki przytomności doradcy, nie zaciągnął kredytu we frankach lub nie zadłużył się ponad siły.

Po drugie: osobiście znam wiele osób kierujących się dobrem swoich klientów. Często pracują dla konkretnych firm i muszą realizować plany sprzedażowe, robią to jednak z poszanowaniem potrzeb klienta. I choć działają w otoczeniu ewidentnie sprzyjającym konfliktowi interesów, potrafią oprzeć się krótkoterminowym korzyściom w zamian za owocną długoletnią relację. Marzy im się praca, w której tego konfliktu by nie było i mogliby zarabiać po prostu na doradztwie, a nie na sprzedaży. Niestety, z doradztwa nie da się wyżyć, bo nikt za to nie zapłaci.

I tutaj wracamy do zdania, które rozpoczynało artykuł: Darmowe doradztwo finansowe warte jest dokładnie tyle, ile za nie zapłaciłeś. Skoro nie chcemy płacić doradcom z własnej kieszeni, to może sami jesteśmy sobie winni?

Cały artykuł dostępny tutaj: http://marciniwuc.com/ile-zaplacisz-doradcy-finansowemu/

 

art-6

Nie wszystko złoto co się świeci. 4 najgorsze produkty finansowe z ostatnich lat. Zobacz i wyciągnij wnioski. 

Doświadczenie to nazwa jaką nadajemy naszym błędom – mawiał Oscar Wilde, irlandzki poeta, prozaik i dramatopisarz. Ale nie ma nic złego w popełnianiu błędów. Ważne jednak, żeby wyciągać z nich wnioski. A doświadczenia inwestorów z niektórymi produktami finansowymi, mogą być dla wszystkich swoistą lekcją pokory i odpowiedzialności za swoje decyzje inwestycyjne.

1. Amber Gold – „złota lokata”

Lekcja: zrozum w co inwestujesz. Bądź czujny i miej ograniczone zaufanie. Nie ulegaj reklamom i ładnym opakowaniom.

Nic tak nie działa na wyobraźnię inwestorów jak wysokie stopy zwrotu. A gdy produkt, który je obiecuje, jest w dodatku reklamowany w telewizji, to na pokuszenie wystawione są niemal wszystkie człowiecze zmysły. A Amber Gold działał wyjątkowo sprytnie. Z lokaty rzekomo inwestującej w złoto, spółka obiecywała zyski rzędu nawet 15 proc. Przeprowadzała też elektryzujące promocje: z okazji otwarcia pierwszej placówki w Gdańsku miała rozdać klientom 1 tys. sztabek złota.

I choć Komisja Nadzoru Finansowego wpisała Amber Gold na listę tzw. alertów, czyli publicznych ostrzeżeń, to na nic się to zdało. Wielu Polaków uległo, wierząc, że na „złotej lokacie” w rzeczywiście zarobią krocie. Niestety czar prysł. Szybko bowiem okazało się, że spółka jest piramidą finansową, a tysiące osób, które dały się złowić przestępczej grupie, straciły wszystkie wpłacone pieniądze.

Marcinowi P. i jego żonie Katarzynie P. postawiono zarzut oszustwa znacznej wartości. We wrześniu ruszyły też prace komisji śledczej, która bada prawidłowość i legalność działań poszczególnych organów i instytucji publicznych wobec Amber Gold.

2. Fundusze akcji małych i średnich spółek w 2007 r.

Lekcja: nie kupuj na tzw. górce. Nie podążaj w ciemno za tłumem. Nie wskakuj do „pędzącego pociągu”. Jeśli akcje już dały bardzo dużo zarobić to z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że hossa dobiega końca. Jeśli widzisz listę najchętniej kupowanych funduszy, potraktuj to raczej jako ciekawostkę, aniżeli podpowiedź inwestycyjną. 

Fundusze akcji małych i średnich spółek były hitem końcówki hossy z 2007 r. W zaledwie półtora roku ich aktywa wzrosły z 300 mln zł do 9,2 mld zł. Popularność tych produktów finansowych była tak duża, że niektóre TFI zmuszone były zawiesić przyjmowanie wpłat. Klienci, skuszeni dobrymi wynikami, szybko się jednak rozczarowali.

Niebawem nadeszła bessa, która w ciągu zaledwie kilku miesięcy pochłonęła do 80 proc. ich oszczędności. Co więcej, większość inwestorów do dziś nie odrobiła tych strat. Jeśli ktoś kupił fundusz akcji małych i średnich spółek na początku lipca 2007 r. obecnie jest średnio ponad 30 proc. na minusie.

3. Inventum Premium – „bezpieczny” fundusz pieniężny

Lekcja: Dokładnie prześwietl produkt finansowy zanim zainwestujesz. Przeanalizuj sprawozdania finansowe, karty funduszu. Sprawdź jaką strategię stosuje, w co tak naprawdę inwestuje i jakie wiąże się z tym ryzyko. Określ swój profil inwestycyjny. Nie ufaj doradcy. Nikt tak nie zadba o twoje finanse, jak ty sam.

Inventum Premium (wcześniej Idea Premium) przedstawiany był nie tylko w oficjalnych dokumentach marketingowych, ale też przez doradców inwestycyjnych jako bezpieczny fundusz pieniężny. A w rzeczywistości aż 90 proc. jego portfela zajmowały obligacje korporacyjne.

Początkowo wszystko szło gładko. Fundusz pokazywał wysokie stopy zwrotu, a to działało jak magnes i przyciągało kolejnych klientów. W 2012 r. nastąpił zwrot, bo bankructwa ogłosiło PBG i Dolnośląskie Surowce Skalne, czyli spółki budowlane, których obligacje znajdowały się w portfelu Inventum Premium.

Potem był efekt domina. Fala umorzeń, problemy z wypłatą pieniędzy uciekającym klientom, kara w wysokości 1 mln zł nałożona przez KNF za prowadzenie działalności w warunkach konfliktu interesów i ostatecznie utrata licencji oraz upadłość Inventum TFI. Większość inwestorów do dziś nie odzyskała pieniędzy.

Źródło: http://mojlepszyplan.onet.pl/artykul/nie-wszystko-zloto-co-sie-swieci.-4-najgorsz,65.html

 

 

art-7

7 błędów inwestycyjnych. Na to nigdy nie możesz sobie pozwolić.

Dla wielu osób inwestowanie to obowiązek, który trzeba wykonać. Odłożyli trochę wolnych środków i próbują coś z nimi zrobić. Z trudem odłożona suma wydaje się wówczas problemem, a nie szansą. Jakich błędów powinniśmy unikać przy lokowaniu pieniędzy?

1. Brak celu

Decydując się na lokowanie pieniędzy powinniśmy przede wszystkim określić swój cel inwestycyjny. Nie ma większego błędu od braku jego świadomości. Już na samym początku musimy wiedzieć na co odkładamy kapitał i czy naszym głównym zamiarem jest pomnażanie, uzyskanie dochodu, czy też ochrona środków. Od ustalonego przez nas celu zależy bowiem wiele kluczowych czynników, takich jak m. in. czas inwestycji, wysokość wpłat, czy wybierane przez nas klasy aktywów.

2. Oczekiwanie na najlepszy moment

Czekanie na najlepszy moment to bardzo częsty błąd. Przywiązując nadmierną uwagę do bieżącej sytuacji giełdowej skazujemy się na bezcelowe odkładanie decyzji, co skutkuje mniejszym potencjałem oszczędnościowym. Ciągłe czekanie może mieć negatywny wpływ na zrealizowaną średnioroczną stopę zwrotu.

3. Brak dywersyfikacji

Skupienie się tylko na jednej klasie aktywów to także bardzo częsty błąd. Dywersyfikacja zmniejsza ryzyko i pozwala na lepsze wykorzystanie potencjału rynku. Warto jednak pamiętać, że sama dywersyfikacja nie jest jeszcze gwarantem sukcesu. W czasach kryzysu korelacja między klasami aktywów rośnie, więc nawet dobrze zdywersyfikowany portfel może pokazać ujemne wyniki.

4. Błędna strategia

Inwestowanie to rozgrywka, w której przydaje się zarówno intuicja, jak i wiedza. Przed każdą decyzją inwestycyjną, musisz zdobyć wiedzę o aktywach, w które lokujesz pieniądze. W przypadku zakupu jednostek uczestnictwa funduszy inwestycyjnych, zorientuj się, na jakich rynkach inwestują wskazane fundusze. Zdobądź wiedzę, najlepiej z kilku źródeł. Pamiętaj, że częstym błędem jest również wybieranie aktywów, które w danej chwili dają najwyższą stopę zwrotu. Często oznacza to po prostu, że kto miał zarobić, już zarobił. Rynek bywa zmienny, ale w długim terminie dąży do równowagi.

5. Brak researchu

Staraj się być dobrze poinformowany. Nie skupiaj się wyłącznie na doniesieniach giełdowych i ekonomicznych. Przyglądaj się temu co ciekawego dzieje się w branży IT, czytaj o start-upach i innych  ciekawych pomysłach. Być może będziesz jednym z pierwszych akcjonariuszy biznesu, który okaże się nowym Facebookiem.

6. Brak stop-lossów

Inwestowanie to nie rosyjska ruletka, choć zmiany zachodzą jak w kalejdoskopie. Cena Twoich akcji  straciła już 20% na wartości, ale ty pewnie myślisz „na pewno zaraz zacznie odzyskiwać straty”. Tymczasem spadek wynosi już 30%, ale ty dalej wierzysz, że odmieni się los. Przed zainwestowaniem ustaw sobie poziom, po którym utniesz stratę (tzw. stop-loss). Musisz nauczyć się rezygnować z błędnych inwestycji póki nie jest za późno.

7. Emocje

Emocje to największy wróg pieniędzy i nie chodzi tylko o kompulsywne zakupy przy okazji promocji. Optymalna decyzja wymaga opanowania emocji związanych z inwestowaniem. Aby uchronić się przed podejmowaniem decyzji pod wpływem chwili, powinniśmy ustalić własne zasady postępowania i co najważniejsze – trzymać się ich. Ostatecznie to chciwość i strach popycha ludzi do popełniania błędnych inwestycyjnych decyzji, bardziej niż cokolwiek innego.

Autor: Rafał Pikuła. 

Źródło: http://mojlepszyplan.onet.pl/artykul/7-bledow-inwestycyjnych.-na-to-nigdy-nie-moz,78.html

 

 

rynek-df

Cel raportu

Według analityków Bankier.pl określenie "doradca finansowy" jest tożsame z "finance plannerem", czyli kimś kto nie zajmuje się samą sprzedażą produktów finansowych, a bardziej planowaniem finansów osobistych. Niestety w Polsce bardzo często doradcy finansowi postrzegani są jako akwizytorzy, oferujący głównie kredyty i fundusze inwestycyjne. Celem raportu było przede wszystkim zbadanie rzeczywistego podejścia użytkowników i klientów do firm doradztwa finansowego i tego jak te usługi są postrzegane:czy klienci traktują doradztwo finansowe wyłącznie jako pośrednictwo, czy może jest to usługa wybiegająca poza sprzedaż produktów finansowych. Drugim celem raportu było zbadanie poziomu zadowolenia klientów z tej współpracy, a także zbadanie standardów obsługi klienta i określenie co dla klientów jest najważniejsze we współpracy z doradcą. Trzecim celem badania było określenie ogólnego zaufania użytkowników i klientów do instytucji finansowych i banków, szczególnie w odniesieniu do wciąż aktualnego zagrożenia globalnym kryzysem finansowym.

Opracowanie powstało poprzez połączenie badań ankietowych, przeprowadzonych wśród użytkowników i czytelników portali Bankier.pl oraz Wprost24 i wśród klientów firm zrzeszonych w Związku Firm Doradztwa Finansowego oraz eksperckiej wiedzy analityków portalu Bankier.pl, którzy od ponad dziesięciu lat uważnie przyglądają się rynkowi usług i produktów finansowych w Polsce.

Jest to pierwsze tego typu i na taką skalę przeprowadzone badanie.

Cały raport dostępny pod linkiem: http://effp.nazwa.pl/instalator/wordpress1/wp-content/uploads/2017/01/2492942_RaportRynekDoradztwaFinansowegowPolsce2012BANKIERPL.pdf

Źródło: Bankier.pl

 

raport-brokerski

SYNTEZA

Sprawozdanie dotyczy brokerów ubezpieczeniowych i reasekuracyjnych prowadzących działalność na podstawie zezwoleń na wykonywanie działalności brokerskiej w zakresie ubezpieczeń i reasekuracji wydanych do dnia 31 grudnia 2014 roku i wpisanych do rejestru brokerów ubezpieczeniowych. W roku ubiegłym wydano 92 zezwolenia w zakresie ubezpieczeń oraz 4 zezwolenia w zakresie reasekuracji. Ogólna liczba zarejestrowanych brokerów na dzień 31 grudnia 2014 roku wyniosła 1224. W okresie od 1 stycznia 2014 roku do 31 grudnia 2014 roku dokonano 48 wykreśleń z rejestru brokerów ubezpieczeniowych. Największa liczba brokerów znajduje się w województwie mazowieckim, natomiast zdecydowanym liderem wśród miast najczęściej wybieranych na siedzibę jest Warszawa. Najmniejszą liczbę brokerów odnotowujemy natomiast w województwie świętokrzyskim. Sprawozdanie zawiera informacje dotyczące zawierania przez brokerów umów obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej z tytułu wykonywania działalności brokerskiej. W roku ubiegłym ponownie największą ilość umów brokerzy zawarli z InterRisk Towarzystwo Ubezpieczeń S.A. Vienna Insurance Group. Jednym z poruszonych zagadnień są przychody uzyskane przez brokerów z tytułu prowizji od zakładów ubezpieczeń. W ubiegłym roku zakłady ubezpieczeń wypłaciły brokerom prowizje o łącznej wartości 904 809 038 PLN. Z otrzymanych danych wynika, iż rynek brokerski odnotowuje stały wzrost przychodów z tego tytułu, a największe przychody osiągnięte zostały w województwie mazowieckim. Analizie poddano również składki lokowane przez brokerów w zakładach ubezpieczeń. Wartość ulokowanych składek w roku 2014 wyniosła ogółem 8 343 900 892 PLN. Pod względem wartości lokowanych składek, mimo znacznej liczby zakładów notyfikowanych, blisko 95% składek brokerzy ulokowali w zakładach ubezpieczeń z siedzibą w Polsce, a tylko 5% w zakładach zagranicznych. Najwyżej plasuje się Powszechny Zakład Ubezpieczeń S.A.

Cały raport dostępny pod linkiem:

Źródło: Komisja Nadzoru Finansowego